Bądź na bieżąco! Zapisz się na NEWSLETTER
Jeszcze więcej przemyśleń: @TomaszHondo
Przeglądając wskaźniki P/E (cena/zysk) amerykańskich akcji, natknąłem się na dające do myślenia rozbieżności.
Z jednej strony wskaźnik ceny do prognozowanych przez analityków zysków spółek (forward P/E) jest wyraźnie poniżej swych niedawnych szczytów z przełomu roku - cofnął się poniżej 20 i jest w okolicy 2,5-letniego minimum.
Z drugiej strony wskaźnik P/E w wersji noblisty, profesora Roberta Shillera, lipiec kończył w pobliżu 41, co jest wartością najwyższą od 2000 roku.
Sam fakt, że Shiller P/E jest pod względem nominalnych wartości wyraźnie wyżej niż forward P/E, nie jest w sam sobie niczym szczególnym, bo tak jest praktycznie od zawsze. Shiller P/E bazuje bowiem na 10-letniej średniej z zysku na akcję, która jest na ogół niższa od prognoz zysków. Aby pokazać specyfikę obecnej sytuacji warto zatem pokazać wartości obu wskaźników na dwóch osiach wykresu.

W oczy rzuca się po pierwsze to, że wbrew popularnym opiniom, mimo innego poziomu wartości nominalnych, trendy w zachowaniu obu wskaźników zazwyczaj wcale nie różnią się tak bardzo od siebie. Zwykle oba są mniej więcej zgodne co do tego, czy akcje na Wall Street są tanie lub drogie na tle historii.
I właśnie w tym punkcie dochodzimy do specyfiki obecnej sytuacji. Powiedziałbym, że obecna rozbieżność w zachowaniu obu wersji P/E należy do najbardziej wyrazistych historycznie.
P/E Shillera sygnalizuje, że akcje są bardzo drogie, najdroższe od czasów bańki internetowej, ale "wyprzedzający" P/E sugeruje, że za sprawą ostatniego szybkiego wzrostu zysków spółek oraz podwyżek prognoz nie jest aż tak drogo.
Który wskaźnik ma rację? Każdy z nich ma swoje zalety i wady. Ideą P/E Shillera jest spojrzenie z dalszej perspektywy, niejako ponad bieżącym punktem w cyklu gospodarczym, ale jest on być może zbyt powolny w szybko zmieniającym się krajobrazie ekonomicznym. Wyprzedzający (forward) P/E jest z natury szybszy i bardziej na czasie, ale bazuje na prognozach, które przecież są obarczone niepewnością.
Być może oba wskaźniki należy traktować nie jako konkurencję, lecz komplementarnie. Być może amerykańskie akcje nie są aż tak drogie jak sugeruje P/E Shillera, ale też byłbym sceptyczny co do tego, czy faktycznie wyceny są w okolicy 2,5-letnich minimów, jak sugerowałby wyprzedzający P/E. Prawda leży zapewne raczej gdzieś pośrodku (czyli - jest umiarkowanie drogo).
Tomasz Hońdo, CFA, Quercus TFI S.A.
