Bądź na bieżąco! Zapisz się na NEWSLETTER
Jeszcze więcej przemyśleń: @TomaszHondo
Sierpniowa edycja "Długu skarbowego pod lupą" zbiega się w czasie z kolejnym w tym roku podejściem rentowności obligacji 10-letnich w okolicę pułapu 6 procent. Czy podobnie jak wczesną wiosną i w maju okaże się to taktyczną okazją do dokupienia papierów skarbowych?

Jeśli spojrzymy na sytuację z dalszej perspektywy, to widać wyraźnie, że tegoroczne wahania rentowności odbywają się w ramach dużo dłuższego, bo obejmującego już 3 lata, szerokiego trendu (kanału) bocznego. Do tej pory normą było "odbicie" rentowności od okolic 6 procent i powrót w kierunku dolnej granicy kanału, znajdującej się w okolicy 5 procent (tuż przed wybuchem wojny w Iranie udało się nawet na chwilę naruszyć ten pułap).
Taki scenariusz uznawałbym nadal za bazowy, choć warto też zastanowić się nad innymi możliwościami. W którymś momencie rentowności mogą przecież wreszcie opuścić horyzontalny kanał. Nie wykluczałbym całkowicie scenariusza, w którym pod wpływem uporczywie drogiej ropy, napięć inflacyjnych i ryzyka podwyżek stóp w Polsce i na rynkach bazowych rentowność 10-latek wybija się górą i wędruje w kierunku (jeszcze bardziej atrakcyjnego) poziomu 7 procent. Nie jest to moim zdaniem najbardziej prawdopodobny wariant, ale nie przypisywałbym mu też zerowego prawdopodobieństwa.

Kolejne podejście rentowności w okolicę górnej granicy trendu bocznego każe jeszcze baczniej przyglądać się sytuacji budżetu państwa.
Jeśli chodzi o sam budżet, wiadomo nie od dziś, że mamy do czynienia z głębokim deficytem (planowane ponad 270 mld zł na ten rok), ale pozytywne przynajmniej jest to, że realizacja zarówno dochodów, wydatków jak i właśnie deficytu przebiega planowo, niemal idealnie zgodnie ze ścieżkami z ubiegłego roku. Tutaj nie ma negatywnych niespodzianek.

Pewne napięcia widać natomiast w realizacji tzw. potrzeb pożyczkowych budżetu. Po lipcu tegoroczne potrzeby były pokryte w 70 procentach. To nie jest zły wynik (bo za nami dopiero 58 procent roku, licząc do końca lipca), ale jednak wyraźnie słabszy niż w poprzednich latach, kiedy na tym etapie potrzeby były pokryte w sporo ponad 80 procentach.
Trudności z szybszym pokryciem potrzeb oznaczają ryzyko zwiększonej w porównaniu z poprzednimi latami podaży długu w kolejnych miesiącach (kiedy resort finansów będzie już musiał myśleć o równie wyśrubowanych potrzebach pożyczkowych na 2027).

Napięcia budżetowe to również jeden z głównych tematów na rynkach globalnych, gdzie inwestorzy znów wyprzedawali ostatnio długoterminowe obligacje. Rentowność 10-letnich papierów japońskich po raz pierwszy od trzech dekad zbliżyła się do 3 procent, a rentowność 30-latek po raz pierwszy w swej historii sięgającej 1999 roku pokonała próg 4 procent. We Francji obligacje 30-letnie są coraz bliżej 5 procent, czyli poziomu niewidzianego od 2008 roku. A w USA instrumenty 30-letnie przekroczyły 5,3 procent - po raz pierwszy od 2002 roku.
Na krótką metę w uspokojeniu sytuacji pomogła interwencja amerykańskiego Departamentu Skarbu, który ogłosił przyspieszenie wykupów długich obligacji kosztem większej emisji krótkoterminowego długu. To powinno w jakimś stopniu zmniejszyć presję na rynki, choć samo w sobie nie rozwiązuje przecież problemu numer jeden, jakim są głębokie deficyty i wzrostowa trajektoria długu.

Reasumując, ponowne dojście rentowności krajowych obligacji 10-letnich w okolicę 6 procent znów może skłaniać do zastanowienia się nad taktyczną akumulacją, ale ze świadomością, że w scenariuszu negatywnym (ciąg dalszy impasu na Bliskim Wschodzie, napięcia inflacyjne, negatywne impulsy z rynków bazowych) możliwe byłyby jeszcze wyższe poziomy rentowności.
Tomasz Hońdo, CFA, Quercus TFI S.A.
tomasz.hondo@qtfi.pl
Artykuł wyraża poglądy autora i nie stanowi oficjalnej rekomendacji Quercus TFI S.A.
