Bądź na bieżąco! Zapisz się na NEWSLETTER
Najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy przyniosły nie lada kontrowersje. Oficjalna stopa bezrobocia kontynuowała w maju wspinaczkę, osiągając - po raz pierwszy od 28 miesięcy - pułap 4 proc. Inwestorzy mają nad czym się zastanawiać, bo historycznie rozpędzający się z niskich pułapów wzrost stopy bezrobocia był skorelowany z: (a) bessami na Wall Street (2020, 2008, 2001-02), (b) hossami na rynku obligacji (bo rosnące bezrobocie skłaniało Fed do szybkich obniżek stóp proc.).
Pytanie jednak, czy stopa bezrobocia jest na pewno najbardziej wiarygodnym wskaźnikiem sytuacji na rynku pracy w USA? Stopa ta bazuje na tzw. ankiecie gospodarstw domowych (Household Survey), wg której zatrudnienie w amerykańskiej gospodarce zmalało w maju o ponad 400 tys. etatów. Sęk w tym, że konkurencyjna ankieta wśród przedsiębiorstw (NFP) zupełnie nie potwierdza tych sygnałów - tutaj zatrudnienie ... urosło o dużo lepsze od oczekiwań 272 tys. miejsc pracy.
Ekonomiści głowią się nad źródłem pochodzenia tych sprzeczności (w grę wchodzić może np. kwestia imigracji). Część analityków większą wagę przypisuje danym z ankiety NFP z uwagi na ich większą stabilność. Wadą obu serii danych są natomiast regularne rewizje.
W poszukiwaniu właściwej diagnozy sytuacji na rynku pracy warto monitorować też cotygodniowe dane o zasiłkach dla bezrobotnych. Przykładowo, liczba tzw. odnawianych zasiłków (continued jobless claims) ostatnio dryfuje w bok, co sugeruje, że przynajmniej na razie sytuacja jest względnie stabilna.
Reasumując, techniczne niuanse i sprzeczności w amerykańskich danych z rynku pracy mogą przyprawić o ból głowy, bo bez wątpienia jest nad czym myśleć - recesyjny skok bezrobocia historycznie groził bessą na Wall Street, a jednocześnie zapewniał hossę obligacjom (które ostatnio są mocno poturbowane). Na razie jednak, pierwsze negatywne sygnały ze strony stopy bezrobocia nie są jeszcze szeroko potwierdzone przez konkurencyjne wskaźniki.
Tomasz Hońdo, CFA, Quercus TFI S.A.