Bądź na bieżąco! Zapisz się na NEWSLETTER
Jeszcze więcej przemyśleń: @TomaszHondo
Po niemal czterech latach hossy na GPW usłyszeć można dość sprzeczne opinie na temat tego, w jakim punkcie są wyceny polskich akcji. Czy są już bardzo drogie, a może nadal wyceniane na umiarkowanym poziomie?
Poniższe zestawienie, które planuję w przyszłości na bieżąco aktualizować, pokazuje, gdzie na tle historycznego przedziału wartości plasują się poszczególne wskaźniki.

Szybki rzut oka na tabelę pozwala zorientować się, że wspomniane na wstępie kontrowersje nie biorą się znikąd. Z jednej strony w oczy rzucają się wyśrubowane na tle historii wartości wskaźników takich jak cena/sprzedaż czy cena/wartość księgowa. Oba są najwyżej od 2008 roku, a wyraźnie wyżej niż obecnie wspięły się wyłącznie w finałowej fazie wielkiej hossy z lat 2003-2007.
Z drugiej strony mamy cenę do prognozowanych zysków spółek - ten wskaźnik (chyba najbardziej popularny wśród inwestorów instytucjonalnych) jest ciągle na umiarkowanym (a może nawet względnie atrakcyjnym) poziomie. Mam wrażenie, że to główny argument przytaczany w obronie wycen polskich akcji po czteroletniej hossie.
Jeżeli jednak sięgnąć po alternatywną wersję P/E, jaką jest CAPE (wersja prof. Roberta Shillera, w której pod uwagę bierze się średnie zyski za ostatnie 10 lat, skorygowane o inflację), to okazuje się, że już tak "różowo" nie jest. Owa wersja P/E wskoczyła powyżej 80-tego percentyla historycznego przedziału wartości.
Reasumując, ocena tego, czy po niemal czteroletniej hossie polskie akcje są już alarmująco drogie, nie jest jednoznaczna. Wydają się drogie (lub nawet bardzo drogie) w oparciu o wskaźniki bazujące na wynikach historycznych (uśrednione zyski, przychody, wartość księgowa), a jednocześnie wycenione umiarkowanie w zestawieniu z prognozami zysków. Oby optymizm zawarty w tych prognozach okazał się trafny.
Tomasz Hońdo, CFA, Quercus TFI S.A.
