Bądź na bieżąco! Zapisz się na NEWSLETTER
Jeszcze więcej przemyśleń: @TomaszHondo
Od czasu, gdy na początku lipca pisałem o najszybszym od kilkunastu lat tempie ucieczki kapitału spekulacyjnego z rynku złota, notowania po tym zachęcającym kontrariańsko sygnale wykonały mocne odbicie z poziomu obronionego wsparcia w okolicy 4000 dolarów za uncję do nawet okolic 4700 USD.
To mocne odbicie pociągnęło za sobą kolejny zwrot "gorącego" kapitału. Ubiegłotygodniowe napływy netto do funduszy rynku złota wyniosły wg danych WGC +6,4 mld USD i były największe od euforii z końcówki stycznia. Ogółem był to jeden z najlepszych tygodni w historii oraz zarazem już siódmy kolejny tydzień z dodatnim saldem napływów. Cóż za odmiana względem nie tak dawnej panicznej wręcz ucieczki!

Patrząc na te dane mam jednak nieco mieszane odczucia. Z jednej strony dobrze, że powrót napływów potwierdza próbę powrotu do trendu wzrostowego po turbulencjach z pierwszej połowy roku. Z drugiej strony, kiedy napływy robią się tak duże, jak w ubiegłym tygodniu, można znów zacząć się zastanawiać, czy nie mamy tu znów do czynienia z oznakami potencjalnego przegrzania.
Do powstrzymania się przed zmianą nastawienia na jednoznacznie negatywne skłania jednak moim zdaniem kilka ważnych argumentów.
Po pierwsze w odróżnieniu od sytuacji z czasów euforii z początku roku nie mówiłbym o tak silnym przewartościowaniu złota. Z sierpniowego sondażu Bank of America wśród zarządzających funduszami płynie wręcz odwrotny sygnał. Na poniższym wykresie odsetek netto menedżerów uznających złoto za zbyt drogie spadł do poziomu najniższego od marca 2023. O ile większość pozycji w tym sondażu należy często interpretować kontrariańsko (co opisuję przy innych okazjach), to akurat opinie dotyczące przewartościowania lub niedowartościowania danych aktywów są akurat zwykle dość trafne na dłuższą metę.

Po drugie, wsparciem dla złotej hossy pozostają zakupy banków centralnych. Po relatywnie słabym, burzliwym I kwartale, II kwartał przyniósł mocne odbicie - banki kupiły w nim 62 procent złota więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Chociaż czynnikiem ryzyka pozostaje dość silna koncentracja zakupów wokół kilku podmiotów (z naszym NBP na czele), to jednak zdaniem World Gold Council wśród banków centralnych dominuje ciągle wiara w takie strukturalne zalety złota, jak dywersyfikacja rezerw, zachowanie jego ceny w czasie kryzysów czy też ochrona przed ryzykiem geopolitycznym i finansowym.
Po trzecie, złotu zdaje się sprzyjać budżetowa niefrasobliwość wielu rządów. Jakiś czas temu pokazałem wykres autorstwa IIF wskazujący na korelację między cenami złota, a wielkością globalnych kosztów obsługi długu skarbowego. Niedawne rekordy (lub wielodekadowe maksima) rentowności długoterminowych obligacji krajów takich jak Japonia, USA czy Francja wpisują się w ten trend. Najnowszym jego przejawem była też interwencja Departamentu Skarbu USA, który zapowiedział zwiększenie wykupów długoterminowych obligacji, ale kosztem większej emisji krótkoterminowego długu, co oczywiście w żaden sposób nie rozwiązuje problemu deficytów i rosnących kosztów obsługi zadłużenia. Złoto być może jest traktowane jako konkurent dla nie tak pewnych jak niegdyś obligacji mocno zadłużonych krajów.
Reasumując, po mocnym odbiciu notowań i ponownym pojawieniu się pierwszych oznak przegrzania (napływy kapitału największe od stycznia) trochę ostrożniej podchodziłbym do złota. Ostrożniej nie znaczy jednak "negatywnie", bo za obecnością szlachetnego metalu w portfelu nadal przemawiają poważne argumenty.
Tomasz Hońdo, CFA, Quercus TFI S.A.
