Bądź na bieżąco! Zapisz się na NEWSLETTER
Jeszcze więcej przemyśleń: @TomaszHondo
Po kolejnej, nieudanej jak na razie, próbie sforsowania pułapu 7000 pkt. amerykański indeks S&P 500 znów cofnął się do tegorocznych, lokalnych dołków. Ostatni tydzień był dla niego najsłabszy od listopada (-1,39 proc.). Indeks jest jednocześnie nieco pod kreską, licząc zmianę od początku roku. Jednocześnie jednak z punktu widzenia prostej analizy technicznej nie wydarzyło się na wykresie (przynajmniej na razie) nic szczególnie przełomowego - ważne będzie, w którym kierunku indeks zdecyduje się opuścić strefę konsolidacji w przedziale ok. 6790-7000 pkt.

Czekając na te techniczne rozstrzygnięcia, zerknijmy, czy jakieś postępy widać, jeśli chodzi o poziom wycen, na który (przypomnijmy) wcześniej dość długo narzekaliśmy.
Jakiś postęp jest widoczny. Dzięki jednoczesnemu cofnięciu/zadyszce S&P 500 i dalszemu podnoszeniu szacunków zarobków spółek wskaźnik ceny do prognozowanych zysków, który jeszcze niedawno ocierał się o dość ekstremalne 2-krotne odchylenie standardowe od historycznej średniej, cofnął się do 1,5 odchylenia. Tanio nie jest, ale przynajmniej nie jest już aż tak drogo.

Delikatne uatrakcyjnienie widać również na naszej "drabinie wycenowej", gdzie S&P 500 zszedł w dół o ponad jeden "szczebel", w okolicę 21-krotności prognozowanych zysków. Pozytywne jest dalsze przesuwanie się w górę linii obrazujących prognozy zarobków.

Relatywnie większy postęp widać, jeśli chodzi o potencjał S&P 500 względem tzw. poziomów docelowych analityków. Z danych Bloomberga wynika, że potencjał ten po ostatnim, dość słabym dla indeksu tygodniu, zwiększył się już niemal do +20 proc. (w horyzoncie 12-miesięcznym). To w dużym stopniu nie tyle zasługa spadku samego S&P 500, co raczej niedawnego prześcigania się analityków w podnoszeniu poziomów docelowych (obecnie średnia to już prawie 8200 pkt.), co każe traktować tę liczbę z pewnym przymrużeniem oka. Niemniej, nawet biorąc poprawkę na nieustanny optymizm analityków z Wall Street (omawiany tu potencjał praktycznie nigdy nie jest na minusie), trzeba przyznać, że silne "wyskoki" tego wskaźnika bywały cennymi wskazówkami.

Reasumując, przedłużająca się zadyszka S&P 500 ma pewne plusy na dłuższą metę - wyceny trochę się znormalizowały, indeks ma też większy potencjał względem (optymistycznych) poziomów docelowych analityków. To oczywiście nie jest jakiś przełomowy postęp, lecz raczej spokojne dostosowanie.
Tomasz Hońdo, CFA, Quercus TFI S.A.
