Bądź na bieżąco! Zapisz się na NEWSLETTER
Jeszcze więcej przemyśleń: @TomaszHondo
Moją uwagę przykuły opublikowane kilka dni temu najnowsze dane BIS (Banku Rozrachunków Międzynarodowych) na temat tzw. realnego, efektywnego kursu PLN (tzw. REER - real effective exchange rate). Przypomnijmy, że to preferowana przez ekonomistów miara siły waluty, uwzględniająca zarówno tempo inflacji w poszczególnych krajach, jak i strukturę handlu zagranicznego.
O ile jeszcze na początku roku zwracałem uwagę, że polski REER wspiął się do poziomu bliskiego rekordu z 2008 roku, co świadczyło o wyjątkowej sile lub też drożyźnie naszej waluty, to ostatnio dzieje się tu coś zgoła innego. Wg najnowszych danych w lipcu REER znalazł się najniżej od półtora roku. Co ważne, to nie jest kwestia tylko lipca, bo stopniowa deprecjacja rozpoczęła się tuż przed wybuchem wojny w Iranie. Szczyt REER został odnotowany w styczniu, a od tego czasu (do lipca) realny efektywny kurs PLN obniżył się o ok. 4 procent.

Czyżby (realny) kurs złotego zaczął na dobre zmieniać kierunek trendu? Wcześniej od 2022 roku mieliśmy do czynienia z żywiołowym realnym umacnianiem się PLN, które wynikało zarówno z nominalnej siły złotego, jak i relatywnie szybszej inflacji u nas w porównaniu z krajami rozwiniętymi.
Jak interpretować to potencjalne odwracanie się trendu?
Szukając pozytywów - dawno niewidziane realne osłabienie PLN w ostatnich miesiącach powinno być czynnikiem pozytywnym dla polskiego eksportu. Oczywiście mowa tu na razie o stosunkowo niewielkim ruchu względem wcześniejszej kilkuletniej aprecjacji, więc efekt będzie, przynajmniej na razie, ograniczony. Z drugiej strony, słabszy PLN to ryzyko nieco większej presji inflacyjnej (droższy import), ale tu również efekt nie powinien być na razie zbyt silny.
Czy istnieją jakieś relacje między zachowaniem REER, a koniunkturą na krajowym rynku finansowym? Muszę przyznać, że zakręcanie REER w dół ze szczytu budzi u mnie dość negatywne skojarzenia historyczne. Z takim punktem przegięcia mieliśmy dotąd do czynienia w drugiej połowie 2008 roku (tuż przed kulminacyjnym etapem globalnego kryzysu finansowego), a wcześniej (nie z aż tak wysokiego pułapu) w drugiej połowie 2001.
W obu tych historycznych przypadkach mieliśmy już do czynienia z trwającą od miesięcy bessą na GPW, co jest zasadniczą różnicą względem obecnej sytuacji - przecież WIG jest ciągle nieopodal rekordów.
Zmiana trendu PLN, jeśli rzeczywiście mamy z nią do czynienia (a nie tylko z pierwszym jej zwiastunem), jest czynnikiem ryzyka w średnim terminie, ale timing na tej podstawie na rynku np. akcji może być więc dość problematyczny. Na pewno nie mamy natomiast do czynienia z sytuacją, w której PLN jest realnie tani, a w takich warunkach zwykle rodzą się przecież hossy (jak w końcówce 2022) - mimo ruchu spadkowego REER jest nadal wysoko ponad swą historyczną średnią.
Tomasz Hońdo, CFA, Quercus TFI S.A.
